W spotkaniu z drugim człowiekiem liczą się chwile a nie plany

foto: Kasia Olszewska

Zmaganie, które zmierza do uchwycenia równowagi pomiędzy czasem spędzanym z rodziną, a tym, który poświęcamy na pracę, jest częścią roli rodzica. Przy pracy zdalnej, jaką prowadzę, większość obowiązków wykonuję w domu. W ten sposób zaciera się granica między oboma światami. Rozdzielanie ich jest trudne, a czasem nawet niewykonalne. Jednak, jak się przekonałem, nie musi to być jedyny słuszny kierunek.

Jeden z wielu wieczorów

Wieczory tuż przed pójściem spać spędzamy wspólnie przy stole. Jest modlitwa i podsumowanie dnia. Każdy z nas mówi co dobrego zrobił, z czego jest dumny i za co chciałby podziękować. Mówimy o porażkach i o tym co każdy z nas chciałby naprawić. Przyszła również i moja kolej. Wspomniałem o moim problemie. O tym, że staram się znaleźć czas w ciągu dnia na to, by spędzić go z rodziną, ale nie jestem zadowolony z wyników. To co mogło mnie usatysfakcjonować, to konsekwentne przechodzenie w tryb „rodzina” w czasie z góry ustalonym. Wyłączam narzędzie pracy i odstawiam na bok.

W założeniach może to i piękny plan, ale z wykonaniem dużo trudniej. Choć bardzo się staram, by praca zajmowała mi mniej czasu, by była bardziej poukładana, to i tak wyniki są mierne. Co rusz zdarzy się sytuacja, w której trzeba coś nadrobić, upchnąć kolejne zlecenie. Przypomina to coraz bardziej gonienie króliczka.

Inne spojrzenie na tą samą sytuację

Kiedy podzieliłem się swoim problemem z pozostałymi osobami przy stole, usłyszałem od jednego z dzieci takie zdanie: „Przecież dziś razem robiliśmy pizzę”. I wtedy dotarło do mnie, że przegapiłem dobrych kilkadziesiąt minut wspólnie spędzonego czasu. Nie zauważyłem go, bo nie był zaplanowany.

Spontanicznie koło południa poprosiliśmy dzieci o pomoc w przygotowaniu posiłku. Zaangażowanie ich w wolny czasie zimowych ferii nie było proste. Jak już udało się młodzież zmobilizować, to jeszcze trzeba było powstrzymać swoje zapędy do pouczania. Niezbędne, by wspólna praca była przyjemny dla wszystkich. Kuchnia nie wyglądała najlepiej po tych zmaganiach, ale jakoś tak, wspólnymi siłami i po kilku trudniejszych momentach dobrnęliśmy do szczęśliwego finału.

Gotowość na spontaniczność

Wtedy wieczorem zrozumiałem, że nie jestem w stanie poukładać swojego dnia i tygodnia w taki sposób, bym z satysfakcją realizował wszystkie punkty listy sprawdzającej. Nie jest to zły kierunek i oczywiście nie powinniśmy się godzić na nieład i prowizorki.  Ważna jest jednak właściwa hierarchia. Układamy po to, by mieć czas na spotkanie z drugi człowiekiem. Nie da się tego „wspólnego bycia” zaplanować i zorganizować do końca. Choćby dlatego, że nie jesteśmy w stanie odgadnąć, co może drugą osobę w danej chwili zachwycić i pociągnąć.

Taka otwartość na spotkanie z drugim człowiekiem to jednocześnie brak przywiązania do oczekiwań. One w nas rodzą lęk i rozczarowanie, są odpowiedzialne za poczucie niespełnienia.

About

You may also like...

Comments are closed.