10 wyjątkowych umiejętności, które nabyłem jako ojciec

foto: Kasia Olszewska

Wielokrotnie spotkałem się z twierdzeniem, że czas, w którym decydujemy się na rodzicielstwo, wiąże się z poświęceniem własnego rozwoju. Lata spędzone z dziećmi i na ich wychowaniu, to konieczność odwieszenia na kołek kariery zawodowej. Moje doświadczenia są zupełnie inne, choć nie były dla mnie oczywiste od samego początku.

  1. Odpowiedzialność za innych. Powszechnie pod tym hasłem rozumiemy obowiązek zadbania o bezpieczeństwo dziecka, o jego sytuację materialną i zaspokojenie podstawowych potrzeb. Więcej czasu potrzebowałem na zrozumienie faktu, że wzięcie odpowiedzialności za innego człowieka, to też wypełnienie nim całego swojego życia. Świadoma decyzja o tym co robię, a z czego rezygnuję, by móc w całości zaangażować się w obecność dla drugiego. Takie postrzeganie relacji przełożyło się na mój stosunek do współpracowników i podwładnych. Sytuacje, które kiedyś wywoływały moją irytację, ponieważ traktowałem je pretensjonalnie, dziś staram się zrozumieć, pomóc rozwiązać, wziąć współodpowiedzialność.
  2. Organizacja czasu w warunkach ekstremalnych. Dzieci wymagają praktycznie stale naszej uwagi. Mniejsze są w tym szczególnie wytrwałe i czasem wręcz nachalne. W takich warunkach praca zawodowa w domu jest ogromnym wyzwaniem. Dzięki nim mam jednak opanowaną do perfekcji możliwość reagowania na różne potrzeby, utrzymując jednocześnie koncentrację na zadaniu, które realizuję. Jest to umiejętność rejestracji gdzieś na obrzeżach świadomości wydarzeń w otoczeniu przy jednoczesnej koncentracji na pracy zawodowej. Do tego dołączyłem listy, notatki i zadania, które pomagają mi szybko wrócić do przerwanej pracy. W ten sposób mogę zresetować się błyskawicznie, by wyjechać do lekarza na umówioną z godzinnym na godzinę wizytę do lekarza i wrócić do przerwanego wątku w pracy. Nie spełnia to oczywiście wymagań maksymalnej efektywności, bo ta opiera się o utrzymywanie koncentracji na jednym zadaniu. Myślę tutaj raczej o utrzymaniu skupienia pomimo rozpraszających wydarzeń.
  3. Ciągłe przesuwanie granic cierpliwości. Wielokrotnie popadałem w zdumienie nad  twórczym i wytrwałym podejściem dzieci do ćwiczenia wytrzymałości rodziców na prowokacje. Tego rodzaju lekcje są o tyle niepowtarzalne, że nie można powiedzieć „stop”. Zdarzają się takie momenty, że jesteśmy już daleko poza granicami własnych możliwości, a nie można tego w żaden sposób kontrolować. Nie da się wyłączyć płaczącego kolejną noc z rzędu niemowlaka i nie ma jak odwołać pilnego wyjazdu na ostry dyżur w szpitalu po ciężkim dniu w pracy. Innym doświadczeniem są celowe prowokacje starszych podopiecznych, które nierzadko trafiają bardzo celnie w słabe punkty opiekunów. Pryszczaty nastolatek ma dużo mniej do stracenia niż rodzic, dlatego w swoim zachowaniu potrafi posunąć się bardzo daleko, byleby tylko postawić na swoim. Trzeba wtedy panować nad emocjami wbrew zdrowemu rozsądkowi.
  4. Przyznawanie się przed innymi do słabości i niedoskonałości. Umiejętność mówienia wprost o własnych błędach jest trudną umiejętnością. Trzeba wtedy odsłonić się przed drugim człowiekiem. Kiedy robimy to przed własnymi dziećmi jest to wyzwanie wyjątkowo wymagające. W naturze rodziców tkwi tendencja do wybielania swojej postawy. Przekonanie, że dorosły wie lepiej i ma prawo, a czasem wręcz obowiązek pouczyć młodszego. Przyznanie się do porażki jest sprzeczne z takim postrzeganiem własnej osoby. Jednak, jak mogłem się o tym wielokrotnie przekonać, pomaga niesamowicie we własnym rozwoju i w pracy nad błędami swoimi lub zespołu. Po kilku takich lekcjach oddzielanie problemu od człowieka przychodzi bardzo łatwo. Umiejętność nieoceniona w pracy zawodowej.
  5. Dystans do życia i siebie samego. Po ćwiczeniach w przyznawaniu się do błędu łatwiej nabrać dystansu do życia i do siebie samego. Jest to rozwiązanie bardzo praktyczne. Pomaga w zachowaniu jako takiej równowagi wewnętrznej, kiedy jest się pod ciągłą obserwacją kilku par małych oczu. Patrzenie na siebie z przymrużeniem oka jest również niezbędne, dlatego że przebywanie z dziećmi obnaża wszelkie wady i słabości. Wychodzą one z nas rodziców zarówno w sytuacja ekstremalnych takich jak duże zmęczenie czy stres, ale również w postaci nieuniknionych porażek wychowawczych. Te ostatnie są właśnie wiernych zwierciadłem naszych słabych stron. Ciągłe przeglądanie się w lustrze niesamowicie obnaża nieprawdziwe hipotezy, jakie stworzyliśmy na swój temat.
  6. Beztroska czyli „życie bez trosk”. W nabywaniu tej umiejętności pomaga mi zarówno obserwacja jak i doświadczenie. Patrząc na swoje dzieci próbuję znaleźć odpowiedź, o czym myślał Jezus, kiedy powiedział: „Jeżeli nie staniecie się jak te dzieci…”. Porównanie to ma niesamowicie wiele warstw. Są wśród nich i takie, które można dostrzec jedynie przebywając wśród maluchów. Przez analogię więc, skoro dla tak małych, nieporadnych i niezaradnych osób Bóg urządził tak świat, że potrafią przeżyć i stać się osobami, które mogą zmieniać świat, to o ile bardziej bezpiecznie czuć się mogę ja. Do tego dochodzi też perspektywa oceny rzeczywistości. Trudności dzieci dla dorosłego są sprawą prostą, a czasem wręcz trywialną. Spoglądając na troski dorosłych z perspektywy wieczności można dojść do analogicznych wniosków.
    A doświadczenie? Tutaj wyjaśnienie jest proste. Tyle przygód, problemów i przeszkód, jakie może sprowadzić na spokojny dom mały człowiek, sprawia, że serce i umysł rodzica hartuje się nieprawdopodobnie. Po tym właśnie można poznać „rodzica po przejściach”. Trudno go czymś zaskoczyć, bo widział już wszystko. A jak widział wszystko to i martwić się już nie ma czym.
  7. Zachwyt nad szczegółami i radość z rzeczy małych. Czasem robię takie doświadczenie, że klękam koło dziecka, by pooglądać świat z jego niskiej perspektywy. Staram się dostrzec różnice; to czego nie widać z góry. Dzięki temu zauważam szczegóły, które na co dzień wydają się zwykłe i banalne. Jestem w stanie sobie wyobrazić taki stan umysłu, w którym trudno jest rano wyleżeć w łóżku, bo ciekawość rozsadza duszę. Bo tyle jest jeszcze do zobaczenia, do zbadania, do spróbowania. Z takiej umiejętności rodzi się ogromna wdzięczność dosłownie za wszystko. Będąc dorosłym łatwo bardzo jest wpaść w kanał przyzwyczajenia. Założyć, że wszystko co mamy, należy się nam, a skoro się należy, to za co tu dziękować? Niedawno, kiedy tłumaczyłem dziesięcioletniemu synowi proste dla mnie zjawisko związane z rozcieńczaniem alkoholu, usłyszałem, wypowiedziane z podziwem: „… ale ten świat jest skomplikowany!”. Takie słowa może powiedzieć tylko ktoś, kto patrzy oczami dziecka. I przypomniałem sobie, że ja przecież też wiele lat temu czułem taki sam zachwyt.
  8. Walka z egoizmem. Ta lekcja chyba najwięcej wysiłku mnie kosztuje, ale też daje sporo satysfakcji. Początek pracy to zaspokojenie potrzeb małego człowieka. Trzeba działać zaraz, natychmiast a i tak jest za późno. W początkowym okresie ciężar pracy spada na matkę i ojcu łatwiej się od niej wykręcić. Jednak nie żałuję, że podjąłem ten wysiłek, by się w nią zaangażować. Dorastałem do niej jednak powoli z każdym kolejnym dzieckiem przychodzącym na świat.
    Przy starszym dziecku pojawia się kolejne wyzwanie. Trzeba zrobić mu miejsce w swoim życiu. Zaangażowanie w budowę własnego domu, otoczenia, rodziny nakręca poczucie posiadania, prawa do dysponowania swoją własnością. Dorastający nastolatek oczekuje możliwości udziału w decydowaniu, jednak nie wiąże się ono automatycznie z obowiązkiem ponoszenia konsekwencji. Wiele z takich decyzji wymaga ode mnie zastanowienia się i rozważenia czy chęć powiedzenia „nie” wynika z egoizmu czy z troski o rozwój dziecka. Jeżeli to pierwsze, to jest to dla mnie kolejna okazja do przekroczenia siebie, do zmiany. Korzystając z tej nauki mam coraz większą łatwość dzielenia się tym, co posiadam.
    W rozwijaniu dystansu do materialnej strony życia pomaga również preferowana przez maluchów i stosowana nagminnie nauka przez doświadczenie. Skutkiem takich eksperymentów jest psucie wszystkiego, co zepsuć się da. A nawet jak zepsuć się normalnie nie da, to bywa, że i to przeszkodą nie jest dla wyobraźni dziecka. Jedynym ratunkiem jest wtedy cytat z Księgi Hioba: „Bóg dał, Bóg wziął …”.
  9. Wiara w niemożliwe. Dwadzieścia lat temu, gdyby mi ktoś zaproponował zajęcie się gromadą pięciu chłopaków, stwierdziłbym, że nie dam rady, że przerasta to moje możliwości. Do tego jak to wszystko ogarnąć czasowo, finansowo, mentalnie? Było to wtedy dla mnie niemożliwe do zrealizowania. Nawet teraz, gdy ktoś pyta mnie jak sobie radzimy w tak licznej rodzinie, to nie jestem w stanie wytłumaczyć wszystkiego logicznie. Częściowo wytłumaczyć to należy perspektywą. Spoglądanie na wysoką górę u jej stóp sprawia, że wspinaczka wydaje się bardzo trudna. Wejście na ścieżkę i skupienie się tylko na kolejnych krokach pozwala całość podzielić na mniejsze, a tym samym wykonalne, zadania. Jednak nie tylko sposób patrzenia na trudności jest wyjaśnieniem. Jestem przekonany, że wiele w tych paradoksach jest łaski i błogosławieństwa od Boga. Nie jesteśmy, jako rodzice, sami. Nie są to też oczywiście jakieś spektakularne cuda. Ta opieka najczęściej przejawia się w życzliwości i przychylności osób dookoła nas.
  10. Wartościowanie, czyli umiejętność wybierania tego, co jest najważniejsze w życiu. Kiedy wyobrażam sobie siebie jako osobę samotną, to widzę skupienie na rozwijaniu kwalifikacji zawodowych oraz gonienie za powiększaniem majątku. Kiedy jestem ojcem i mężem, to sprawy materialne są dla mnie również istotne, ale w odpowiedniej kolejności. Wcześniej jest obecność z drugą osobą, czas spędzony z rodziną. Taka kolejność nie wynika wprost z samego faktu posiadania rodziny. Dzieci są dla mnie papierkiem lakmusowym. Nauczyłem się, że najlepszą metodą wychowawczą jest czas, który spędzam z nimi. W momentach, w których zaczyna mi doskwierać ich rozrabianie, kiedy mam do nich pretensje o sposób, w jaki się do mnie odnoszą, zastanawiam się, czy nie zaniedbałem wspólnej modlitwy, wspólnych zajęć, rozmów, zwykłego bycia razem. Prawie zawsze jest odpowiedź twierdząca. Tak, skupiłem się nadmiernie na sobie, na swoich obowiązkach zawodowych, pozwoliłem, by kłopoty w pracy wzięły górę nad relacjami w rodzinie. Nie potrafię sobie wyobrazić innej sytuacji, która by mnie tak szybko dyscyplinowała. Takie wartościowanie spraw przenoszę na sprawy zawodowe.

Na wstępie porównałem moje doświadczenia wychowawcze do umiejętności zawodowych. Jestem przedsiębiorcą i z takiej perspektywy patrzę na pracę. Najlepszą szkołę życia dała mi wielodzietna rodzina. To, jakim jestem szefem, jaką przeszedłem drogę od czasu studiów, jest wynikiem właśnie bycia z dziećmi. Nie zawsze to było dla mnie takie oczywiste jak jest dziś, ale jestem dumny z tego, że jestem ojcem i nie zamieniłbym tego na inne życie.

About

You may also like...

Comments are closed.