Również od dzieci można się uczyć

Poszukajmy u dzieci choć jedną cechę, zachowanie lub umiejętność, którą warto naśladować. Odtworzenie w sobie tych wartości, które w dzieciństwie był dla nas cenne, z pewnością da wiele korzyści. Nie jest to jednak proste, ponieważ utraciliśmy je, kiedy postanowiliśmy dorosnąć.

Co mi imponuje?

Na mnie robi bardzo duże wrażenie bezkompromisowość i zaangażowanie w dążeniu do celu. Dzieci mają dar, który pozwala im w niesamowity sposób pokonywać wszelkie przeszkody. Ominą wszystko, co staje im na drodze do celu, który sobie wcześniej upatrzyły. Najczęściej będą to proste cele związane z dostaniem ulubionej zabawki czy próba manipulowania przy urządzeniu elektronicznym. Chodzi jednak o tą niesamowitą determinację, dzięki której wszystko inne staje się nieważne.

Łączą to z łatwością przyjmowania porażek. Czas poświęcony na rozpamiętywanie krzywdy jest bardzo krótki. Chwila żalu, smutku czy nawet łez? Tak! To jednak nie jest to samo, co przechowywana w pamięci uraza. Tak jak robią to dorośli.

Rozpamiętywanie to nie to wyciąganie wniosków

Dorosłych swoje przykre doświadczenia rozpamiętuje. Oczywiście ma to też swoje dobre strony. Refleksja nad błędami pozwala na ich uniknięcie w przyszłości. Jednak chodzi tutaj też o wartościowanie. Dzieci zatrzymują się na porażce tylko na tak długo, by uporać się na przykład z bólem stłuczonego kolana. Każda chwila ponad to oddala je od celu. Noszenie w sercu urazy i rozpamiętywanie przegranej jest już traceniem energii, którą można przeznaczyć na kolejne próby.

Nie zgadasz się ze mną? Ustal przy kolejnej porażce, co cię napędza do analizowania wydarzenia. Załóżmy, że jedziesz samochodem. Ktoś zajeżdża ci drogę. Ewidentnie złamał przepisy. Denerwujesz się i w tym momencie zaczyna się analiza. Myślisz na przykład „Co by było gdybym…?” Czynnikiem napędzającym jest złość, zdenerwowanie, poirytowanie. Żadne z tych uczuć nie przybliża do rozwiązania problemu. Zabiera jednak mnóstwo cennej energii. Karzesz sam siebie podłym nastrojem za to, że inna osoba nie zastosowała się do przepisów ruchu drogowego.

Powodzenia trzeba szukać gdzie indziej

Sukces jest kombinacją wielu elementów. Składa się na niego zarówno metoda osiągania celu jak i determinacja. Zwykle jednak samą metodę poznajemy dopiero wtedy, gdy wykażemy się większym niż inni zaangażowaniem. Żal do innych albo do świata jako takiego jest ogromnie  nieproduktywny. Boli nas to, że ktoś lub coś pokrzyżowało nasze plany. Ból ten jednak jest tylko i wyłącznie naszą zaprogramowaną reakcją na to, co obserwujemy. Gdzieś w głębi serca przechowujemy nieprawdziwe założenie, że martwienie, rozpamiętywanie, pielęgnowanie w sobie żalu świadczą o naszym zaangażowaniu.

„Nie martwię się? To znaczy, że jestem kiepskim rodzicem, że mi nie zależy.”

Masz choć jeden przykład, który by przekonał cię do tego, że martwienie się rozwiązało jakiś problem wychowawczy? Ja takiego nie znalazłem. Ale z pewnością można dzięki temu osiwieć i stracić zdrowie.

Moje spojrzenie to tylko spojrzenie

Patrzę na to dziecięce zaangażowanie przez pryzmat mojej roli rodzica. Zdarza mi się popełniać rożnego rodzaju błędy w interpretacji zachowań moich dzieci. Na przykład irytuję się próbami maluchów, bo wydaje mi się, że służą podejrzanym i szemranym interesom, które ulęgły się gdzieś na dnie małej główki. Reaguję stanowczo. Po fakcie dociera do mnie, że przecież chodziło tutaj o naukę, poznanie nowych umiejętności, zbadanie czegoś co było poza zasięgiem. Spostrzegam wtedy, że moja decyzja była pochopna, nieadekwatna do sytuacji. Reagowałem na swoje zaprogramowanie, a nie na obiektywne dziejące się wydarzenie.

Całe szczęście moje dzieci potrafią być ponad moimi pomyłkami. Dla nich liczy się cel, który mają przed sobą. Nie chowają urazy, nie analizują: Po co? Dlaczego? Jakie tata miał intencje? To ich nie przybliża w niczym do sukcesu więc szkoda sobie tym głowę zawracać.

About

You may also like...

Comments are closed.