Czy posiadanie dziecka jest błogosławieństwem?

Jest w Księdze Rodzaju w Starym Testamencie fragment, dzięki któremu uświadomiłem sobie jak bardzo zmieniło się postrzeganie faktu posiadania dzieci. Jest ogromna różnica między tym jak patrzono na ten przywiej kiedyś, a jak patrzy się dziś. Różnic nie da się wytłumaczyć tylko różnicami w poziomie życia i rozwoju ekonomicznego społeczeństwa.

Jak patrzono na rodzicielstwo w starożytności?

Oto ten fragment Księgi Rodzaju:

„Ja jestem Bóg wszechmocny.

Bądź płodny i rozmnażaj się.

Niechaj powstanie z ciebie naród i wiele narodów,

i niechaj królowie zrodzą się z ciebie.” [Rdz 35, 11]

Fragmentów w Piśmie Świętym o podobnej wymowie jest oczywiście więcej. Ten nie wyróżnia się spośród nich. Przytoczyłem go, by zilustrować sposób patrzenia na rodzinę.

W tych słowach błogosławieństwo Boga wyrażane jest liczbą posiadanego potomstwa. Działało to również w drugą stronę. Jeżeli ktoś posiadał dużą liczbę dzieci wnioskowano z tego, że Bóg obdarzał taką rodzinę, szczególnymi względami. Ich brak był widocznym znakiem, że Bóg odwrócił swoją przychylność.

Miało to również bardzo proste przełożenie na siłę ekonomiczną danego klanu, szczepu czy narodu. To młode pokolenie zapewniało rozwój. Prawidłowość ta działa do dziś. Naród, który nie posiada dzieci, w dłuższej perspektywie wymiera.

Jak to wygląda obecnie?

Dziś obowiązującym kanonem jest posiadanie jednego lub dwójki dzieci. Trójka potomstwa jest już coraz częściej traktowana jako wyjątek. Wytłumaczenie, jakie słyszę dla wyjaśnienia tego trendu brzmi następująco: patrzymy nie na ilość, ale na jakość. Chlubą nie jest sam fakt posiadania dziecka, ale to, jakie stworzyło mu się warunki do rozwoju, zapewniło wykształcenie, w jaki posag na przyszłość zostało ono wyposażone. Te bariery brzegowe wymagają odpowiedniego przygotowania i równie ogromnego wysiłku w ich utrzymaniu. Podnoszenie poprzeczki sprawia, że utrzymanie dziecka jest coraz bardziej kosztowne i wymagające. Mniej rodziców stać na taki luksus. Do tych trendów społecznych dochodzą względy obiektywne, czyli coraz częściej dotykająca małżeństwa niepłodność trwała lub przejściowa. Dziś więc powiemy, że wspomniane na początku błogosławieństwo będzie się przejawiało w osiągnięciach naszego dziecka.

Które podejście jest lepsze?

Wiele zależy od tego, jaki przyjmiemy system wartości. Uciekanie od rodzicielstwa na rzecz wygody i życia w luksusie pachnie egoizmem. „Produkcja” dzieci bez zapewnienia im minimalnych warunków do egzystencji jest oceniana jako brak odpowiedzialności. Nie da się do końca walczyć ze światem, który jest na wskroś materialistyczny i wartościuje prawie wszystko ilością posiadanego lub produkowanego pieniądza. Ale…

Do mnie przemawia jednak taka myśl. Jeżeli miałbym dziś umrzeć, to na co chciałbym wykorzystać ostatnie chwile życia? Byłyby to rozmowy i spotkanie z moimi dziećmi. Z pewnością nie byłaby to praca, po to by zarobić kolejne pieniądze na lepszą szkołę dla nich. Taka ostateczna perspektywa pozwala zweryfikować, co jest ważniejsze. Nie ma w niej znaczenia czy mnie na to stać, co będzie w przyszłości, jakie posiadam lub jakie zdobyte będzie wykształcenie.

Dlaczego więc na co dzień dajemy się wciągnąć w zabieganie o rzeczy małe kosztem tych najważniejszych?

About

You may also like...

Comments are closed.