Jak pokochać w sobie ojca?

Każdy mężczyzna nosi w sobie obraz ojca. Od tego co z nim zrobi zależy kim będzie.

Podobieństwo do ojca

Im jestem starszy tym częściej dostrzegam jak wiele wspólnego mam z moim tatą. Widzę to w sposobie zachowania, mówienia czy reagowania na sytuacje, które mnie spotykają. Upodabniam się również z wyglądu. Odziedziczyłem, co istotne, również wiele słabości i negatywnych skłonności. Choć te pewnie w części są też konsekwencją wychowania oraz moich wyborów. Obserwowałem różne postępowania swoich rodziców i przyjąłem je jako swoje. Tak czy inaczej są we mnie i w różnych sytuacjach dają o sobie znać.

Naśladownictwo przejawia się w sprawach istotnych dla mojego życia takich jak poglądy na życie, podejście do wychowania czy wiary. Zdarzają się jednak i skłonności dużo mniejszego kalibru, wręcz zabawne. Po długim siedzeniu przy biurku, jak wstaję, sztywnieje mi kręgosłup i przez chwilę chodzę pochylony. Robię to tak samo jak robi to mój tato po pracy fizycznej. Nawet kręgosłup mi przypomina skąd pochodzę choć wybrałem zupełnie inną drogę zawodową.

Najpierw temu zaprzeczamy…

W okresie młodzieńczego buntu pojawił się również we mnie sprzeciw wobec wszystkiego co wyniosłem z domu rodzinnego. Byłem przekonany, że powinienem zrobić, co w mojej mocy, by nie naśladować błędów rodziców. Zresztą tutaj upatrywałem klucza do sukcesu w życiu rodzinnym, zawodowym czy małżeńskim. Przyjąłem założenie, że wystarczy nie naśladować tego, czego nie akceptowałem u ojca, a z pewnością będzie lepiej. Jak tylko moje zachowanie czy przekonania zmierzały w niewłaściwą stronę, to przykładałem się do ich korygowania. Wszędzie, byleby nie tą samą drogą. Zaprzeczałem, ale nie tworzyłem niczego nowego i swojego. Sukcesy odnosiłem do czasu, aż faktycznie nie przyszło mi zmierzyć się z odpowiedzialnością. Sprawy skomplikowały się, kiedy zacząłem żyć prawdziwym życiem, a nie młodzieńczymi ideałami. W obciążeniu pracą i obowiązkami, za nim się zorientowałem, wybrałem „sprawdzone” rozwiązania, które wyniosłem z domu rodzinnego. Pewnego dnia, patrząc w lustro, dostrzegłem, że jestem moim ojcem, z wieloma jego zaletami, ale i wadami. I wtedy też przeraziłem się sam sobą. Byłem tym kim nie chciałem być.

…a potem szukamy klucz do sukcesu

W Księdze Tobiasza (jedna z ksiąg Starego Testamentu) Syn Tobiasz, zachęcany przez swojego ojca, wyrusza w drogę do innej miejscowości po znaczną sumę pieniędzy. Rodzic zostawił ją tam wiele lat wcześniej na przechowanie u przyjaciela, kiedy prowadził działalność handlową. Mają one pomóc rodzinie wyjść z problemów, w które wpadła. Opis drogi syna oraz przygody, jakie w jej trakcie doświadcza, są symbolami jego dorastania i stawania się odpowiedzialnym człowiekiem. Na ich końcu żeni się, budując relację z nową osobą. Po powrocie w rodzinne strony uzdrawia ojca. Z dziecka staje się mężczyzną. Kluczem do powodzenia całej misji jest potwierdzenie prawa własności do depozytu. Dysponuje nim ojciec, ale wręcza go synowi, by tem mógł zrealizować cel podróży.

Ta tobiaszowa historia pomogła mi spojrzeć na moją relację z tatą w zupełnie nowym świetle. Drogę do dorosłości powinienem przejść sam i ja jestem za nią odpowiedzialny. Jednak jej powodzenie leży w doświadczeniach mojego ojca. On posiada klucz do skarbu, który jest na końcu. Jestem przekonany, że bez tego ojcowskiego depozytu mężczyzna nie będzie w stanie opowiedzieć swojej historii do końca. Będzie w niej zawsze czegoś brakowało.

Od tamtego momentu tak długo patrzyłem się w lustro, aż pokochałem w sobie obraz mojego ojca. Tym samym zaakceptowałem sporą część samego siebie. Pogodziłem się przede wszystkim ze słabościami, bo one zawsze będą mi przypominały skąd wyszedłem i dokąd będę wracał.

About

You may also like...

Comments are closed.