Dlaczego jestem nieszczęśliwy? O zapomnianej sztuce życia w ciszy

 

Świat, w którym obecnie żyjemy, przepełniony jest dźwiękami i obrazami. Nie zawsze jednak tak było. Samo zjawisko nie jest czymś złym, dopóki nie zmienia nas samych w sposób negatywny. Tak, że tracimy  umiejętność życia w ciszy.

Skąd pochodzą dźwięki

Informacje, które codziennie przetwarzamy, pochodzą z tysiąca różnych źródeł. Pierwsze to te naturalne, tworzone przez samo środowisko, w którym żyjemy. Słyszymy śpiew ptaków, szmer lub szum wiatru, stukanie kropel deszczu. To tło jest najbardziej zbliżone do naszego rytmu życia. Uzupełniają je  jednak bodźce wytworzone przez cywilizację. Część z nich dociera do nas mimowolnie: warkot przejeżdżających samochodów, gwar miasta, stłumione rozmowy przechodzących obok nas osób. Słyszymy je, ale trudno jest się od nich uwolnić. Wreszcie te, które sami dla siebie wytwarzamy. Włączamy radio, by słowa lektora towarzyszyły nam w pracy, prowokujemy towarzyszące nam osoby do rozmowy lub odcinamy się od otoczenia zakładając słuchawki, z których leci nasza ulubiona muzyka.

Stres z nadmiaru

Jesteśmy obecnie bombardowani taką masą różnych komunikatów, że już dawno utraciliśmy zdolność ich świadomego i celowego przetwarzania. Jednocześnie, nieświadomie angażujemy się w tworzenie atmosfery przechodzących ciągle obok nas niepowtarzalnych okazji. W wyniku tego nie umiemy zrezygnować z ciągłego śledzenia wydarzeń w obawie, że utracimy coś ważnego. Czujemy wręcz obowiązek bycia cały czas „on line”.

Eksperyment w wyłącznikiem

To stwierdzenie o nadmiernej ilości komunikatów możesz odebrać jako banał. Mam tego świadomość. Zresztą sam długo wierzyłem, że tak jest w porządku i tak być powinno. Po tym oczywiście jak w ogóle dostrzegłem jak sporo przetwarzam. Jeżeli jednak chciałbyś przetestować to, o czym piszę, to zrób kilkudniowy eksperyment z porzuceniem telefonu, serwisów społecznościowych oraz poczty elektronicznej. U mnie ta myśl, kiedy pierwszy raz próbowałem się z nią zmierzyć, wydała się absurdalna. Coś tak jakby odcięcie się od komunikacji miało doprowadzić do końca znanego nam świata. Sama ta reakcja jest już potwierdzeniem, że to o czym piszę dalej jest faktem*.

Uzależnienie od informacji

Życie na dopingu informacyjnym jest niesamowicie uzależniające. Jednym z widocznych jego efektów jest konieczność ciągłego sprawdzania komunikatów wyświetlających się na telefonie komórkowym. Przypadkowe dźwięki, które dotrą do nas z otoczenia, prowokują do wyciągnięcia telefonu, by upewnić się czy to aby nie do nas. Do tego dochodzi śledzenie życia innych osób na portalach społecznościowych. Tak oczywiste kiedyś czynności jak nudzenie się staniem w kolejce dziś jest czynnością trudną do zniesienia. Dzieje się tak, ponieważ jesteśmy pozbawieni możliwości przeglądania czegokolwiek, a najlepiej właśnie zawartości telefonu komórkowego.

Ciągłe wyczekiwanie okazji

Jeżeli jednak zagłębimy się w te mechanizmy to łatwo dostrzeżemy absurdalny stan, w jaki nas wprowadzają. Jednym z jej przejawów jest wyczekiwanie na okazję. Budzi się w nas przekonanie, że gdzieś obok mogą się pojawić niesamowicie ważne informacje. Jak nie będziemy wystarczająco czujni, to przejdą nam koło nosa. Analizując tą konieczność stałego życia w czujności, warto wspomnieć, że następuje również przewartościowanie, tego co faktycznie jest istotne dla naszego życia. Skupiamy się i żyjemy sprawami, które nie są naszymi. Wydarzyły się gdzieś, komuś, w miejscu, w którym prawdopodobnie nigdy nie byliśmy i nie będziemy, osobie, której nigdy nie spotkamy. Równocześnie tracimy kontakt z tym, co faktycznie jest koło nas, na naszej ulicy, w naszym sklepie, u naszych sąsiadów. Wydarzenia i sprawy faktycznie wartościowe i godne naszej uwagi wymagają pracy i zaangażowania z naszej strony więc trudno to przegapić. Będąc w towarzystwie określonej grupy osób, śledzimy przez komunikator co dzieje się u innych. A w takiej chwili wystarczyłoby po prostu zaangażować się w relację „tu i teraz”.

Cisza jest potrzebna do życia

Ciągłe życie na dopingu informacyjnym sprawiło, że bardzo trudno jest nam przebywać w ciszy. To jest jednak czas, w którym mogą się urodzić ważne dla nas rozwiązania i pomysły. Nie da się tworzyć rzeczy wielkich i kluczowych, nie da się przeżyć głębokiej modlitwy jeżeli nie wyciągniemy wtyczki z kontaktu. Bez tego nasze życie przypomina jedynie ślizganie się po powierzchni. Zachodzimy w głowę, dlaczego ciągle coś nam nie wychodzi, dlaczego jesteśmy przemęczeni i rozdrażnieni, dlaczego przestaliśmy się cieszyć życiem? Przyczyna może być bardzo oczywista: życie w ciągłym szumie informacyjnym.

——————

*Jeżeli dalej mi nie wierzysz, to zapewniam Cię, że jest to możliwie. Można zacząć stopniowo to znaczy wyznaczać sobie określony czas, w którym codziennie będziesz wyłączał sobie dostęp do internetu. Potem  powoli ale systematycznie go wydłużaj.

About

You may also like...

Comments are closed.