Jak rozliczyć rodziców za nasze wychowanie?

Jest sprawą oczywistą, że sposób, w jaki jesteśmy lub byliśmy wychowywani przez rodziców, jakim nas obdarzyli wzorem rodzicielstwa, wpływa na to, kim jesteśmy. Jeżeli te wzory są negatywne, to dźwigamy ze sobą obciążenie, które sprawia, że jest nam po prostu w życiu trudniej. Wydaje się, że w pewnych sytuacjach taki gorszy punkt startu może być lub wręcz powinien być usprawiedliwieniem. Są jednak granice, poza którymi staje się on zwykłą wymówką.

Gdzie przebiega granica winy?

Rozważmy najpierw dwie różne sytuacje. Pierwsza dotyczy małego dziecka. Kiedy w szkole wykazuje ono trudności w nauce, ma problemym z odnalezieniem się w gronie kolegów, a jednocześnie wiemy, że pochodzi z rodziny dysfunkcyjnej, łatwo jest znaleźć wyjaśnienie i usprawiedliwienia dla takiego zachowania. Dobrze byłoby żeby samo dziecko miało świadomość tego, skąd biorą się jego trudności. W ten sposób będzie mogło nabrać do nich odpowiedniego dystansu. Pewnie zgodzimy się ze stwierdzeniem, że błędem jest obwinianie go za to, że sobie nie radzi tak, jak jego rówieśnicy. Wyobraźmy sobie teraz obraz skrajnie różny. To dorosły człowiek usprawiedliwia trudnościami w dzieciństwie swoje problemy z przystosowaniem się do obowiązujących go reguł w miejscu pracy. W tym drugim przypadku łatwo stwierdzić, że jest to zachowanie infantylne.

W takim kontrastowym zestawieniu nie trudno zauważyć, że są wyraźne różnice w obu postawach. Jedna jest dopuszczalna, druga nie do zaakceptowania. W życiu codziennym jednak nie zawsze jest to tak oczywiste. Usamodzielnienie się i dorosłość wiąże się jednak z wzięciem odpowiedzialności za całe swoje życie. Mieści się w tym również jego przeszłość i bagaż, jaki dziedziczymy po rodzicach i rodzinie. Od tej chwili to od nas zależy, co z taką historią zrobimy i jak ją wykorzystamy. Może stać się ona przekleństwem, a może być szansą dla rozwoju osobistego. Wyraźnym przełomem jest zdolność do przebaczenia.

Przebaczenie to nie to samo co zapomnienie

Odpowiedzialność za swój los i za własne życie wiąże się również z przyjęciem na siebie skutków całej historii, jaką wynosimy z domu rodzinnego. Nawet jeżeli nie była ona szczególnie ciekawa i wiązała się z bolesnymi doświadczeniami. Samo rozliczenie z przeszłością wcale nie dotyczy jedynie szczególnych przypadków rodzin dysfunkcyjnych. Nawet najlepsi rodzice nigdy nie będą takimi, którzy nie popełnią błędów. W wersji idealnej wzajemne przebaczenie zaczyna się od obustronnego zrozumienia własnych potknięć. W tym duchu tworzone są nowe relacje, które opierają się na wzajemnym zrozumieniu.

Nie każde przebaczenie kończy się happy enedem

Co jednak, kiedy druga strona nie wyraża takiej chęci? Nie dostrzega swoich błędów. Nie jest gotowa nawet przyznać się do ich istnienia, a co dopiero poprosić o wyrozumiałość?

Wybaczenie faktycznie zaczyna się w sercu. Jest to gotowość do życzliwego postępowania i odnoszenia się względem drugiego. Nawet wtedy, kiedy on takiej postawy nie jest w stanie przyjąć i docenić. Jest to chęć życzenia mu wszystkiego dobrego i — wymiarze chrześcijańskim — modlenie się za niego. Takie definiowanie przebaczenia ma szczególne znaczenie, kiedy fizyczne pojednanie nie jest już możliwe. Na przykład wtedy, kiedy rodzice już nie żyją. Przebaczenie jest jednostronnym aktem woli i jako takie nie wymaga wzajemności. Druga strona nie musi wcale go przyjmować, a wręcz może go odrzucać. To ja decyduję o tym, co zamierzam zrobić.

Trzeba pozbyć się tego co nas truje

Żeby jednak nasze serce było przygotowane na takie otwarcie niezbędne jest przejście przez oczyszczający proces oskarżenia. Nie da się szczerze przebaczyć, kiedy żal i pretensje nie zostaną wypowiedziane i nazwane. Czasem bardzo trudno się z nimi zmierzyć i stanąć jeszcze raz z zadawnionymi urazami twarzą w twarz. Jednak, jeżeli nie damy im wybrzmieć, będzie to przypominało leczenie rany, która schowana jest pod brudnym bandażem. Zamiast goić się, zacznie ropieć, a my będziemy musieli co jakiś czas przyjmować środki przeciwbólowe.

I znów, takie oskarżenie nie musi przyjmować bezpośredniej rozmowy. Zresztą byłoby ją pewnie bardzo trudno przeprowadzić, nawet jeżeli fizycznie byłaby możliwa. W pozbyciu się ciężaru można wykorzystać na przykład zeszyt, a jeżeli będzie taka potrzeba to i kilka. Należy w nich opisywać każdy ból serca tak długo, aż wybrzmi i pojawi się w jego miejscu pustka. Od tego momentu zaczyna się uwolnienie. Można to też robić podczas modlitwy. Kluczowa jest szczerość wobec samego siebie, nawet jeżeli pojawiłaby się w nas obawa przed przesadą.

Naprawdę warto jeszcze raz zmierzyć się ze swoją przeszłością, po to by przyszłość zacząć budować, a nie jedynie uciekać przed tym, co już było. Zrobić pogrzeb temu co minęło. Dzięki temu przestanie nas straszyć.

About

You may also like...

Comments are closed.