Wyzwania są po to żeby nas zmieniać

Zawiesiłem się nad kasą w sklepie. Przymknąłem na dłuższą chwilę oczy, potem je otwarłem i znów zamknąłem. Nie było żadnej różnicy jak postrzegałem otoczenie. Tak samo reagowałem, odpowiadałem na pytania. Byłem tak otępiały, że w sumie wyłączenie jednego zmysłu nie robiło mi już różnicy.

Wrzucałem mechanicznie kolejne artykuły do wózka w supermarkecie, zabierając je z blatu kasy sklepowej. Wcześniej ustawiłem go starannie. Docisnąłem, by wpasował się w skośne wcięcie lady. W ten sposób upewniłem się, że równolegle przylega bokiem do ścianki. Mogłem dzięki temu ograniczyć wysiłek i zsuwać zakupy z blatu wprost do wózka. Kolejny nawyk, który pozwalał ograniczyć aktywność do minimum.

— 212 zł —  Powiedziała na zakończenia kasjerka. Zakodowałem.

— Kartą?

— Tak, kartą.

Znów powtórzyłem doświadczenie z zamykaniem i otwieraniem oczu. Odpłynąłem myślami do pobliskiej apteki. Jeszcze tam trzeba wejść na chwilę, bo tak jest na liście z zakupami w telefonie.

— PIN poproszę!

— A tak! Faktycznie. Odszukałem powoli wzrokiem terminal. Odchyliłem się na lewy bok i wklepałem w klawiaturę cztery cyfry… i zielony wcisnąłem. Zebrałem się w sobie i powoli odbiłem od brzegu kasy. Pchnąłem wózek w kierunku szklanych drzwi apteki.

Na wyświetlaczu deski rozdzielczej zapaliły się rząd kontrolek. Jedna z nich, czerwona, wskazywała, że nie zapiąłem pasów. Jeszcze na chwilę spojrzałem przed siebie. Źle się czułem z płytkim oddechem. Do tego przytkany nos utrudniał oddychanie. Przygarbiłem się w fotelu samochodu jeszcze bardziej i odpłynąłem myślami do wczorajszej nocy.

Próbowałem sobie wyobrazić, że wracam do domu, kładę się do łóżka i zasypiam. Wzdrygnąłem się. Wspomnienie nocy wywołało u mnie lęk. W domu czekała jeszcze długa lista rzeczy do zrobienia. Niekończący się wieczór w narastającej piramidzie dźwięków, płaczów, próśb, stukotów, które po nieprzespanych nocach odbijają się w głowie wielokrotnie. Za każdym razem z narastającym natężeniem. Ostatnio uporanie się z wieczorem wcale nie dawało gwarancji na spokojną noc.

Z dzieciństwa utkwił mi w pamięci artykuł, w którym wyczytałem, że można doprowadzić się do takiego poziomu zmęczenia, w którym sam lęk przed niespaniem stanie się na tyle intensywny, że będzie potęgował bezsenności. Tak silne zmęczenie, od którego nie można już w naturalny sposób odpocząć. Wziąłem wczoraj w nocy potrójną dawkę tabletek nasennych. Nie pomogły.

Podjąłem próbę wzięcia głębokiego oddechu, by jakoś uzupełnić braki tlenu w płucach. Musiałem się do tej czynności wyprostować. Wypuszczając powoli powietrze delektowałem się chwilą ulgi, jaką przyniosła mi ta czynność. Uśmiechnąłem się do siebie. Za pięć czy dziesięć lat będę wspominał z dumą chwile, w których moje dzieci były małe. Będę mógł powiedzieć do siebie: „Tak dałem radę! Zrobiłem to i nie stchórzyłem wybierając łatwiejsze i spokojniejsze życie, które mogła mi dać samotność.”

About

You may also like...

Comments are closed.