5 umiejętności, które zdobyłem jako ojciec rodzimy wielodzietnej

Obecnie największym wyzwaniem w moim życiu jest rola ojca., wychowanie pięciu chłopaków. Tak liczna rodzina bez wątpienia kwalifikuje się do miana „wielodzietnej”. Nie jest to też typowa sytuacja w życiu człowieka. Wymagała i wymaga ode mnie zdobycia pewnych kwalifikacji, które pomagają mi … przeżyć? Nie, nie jest aż tak ciężko choć i nie jest łatwo, ale lepiej będzie zapisać: …stanąć na wysokości zadania, a jeszcze celniej: …dorosnąć do sytuacji.

Wybrałem te, które sprawiają mi największą satysfakcję.

1. Organizacja pracy

Przez pracę rozumiem zarówno obowiązki zawodowe jak i te, które mam do zrobienia w domu. To co mnie kosztowało najwięcej wysiłku, to zwiększenie tempa. Dostrzegłem, że dla 99% zadań, które robimy, najlepszym stanem jest: „zrobione”. Dywagowanie nad metodą, sposobem, formą oraz odpowiednim przygotowaniem ma prawie zawsze drugorzędne znacznie. Pod pojęciem organizacji rozumiem również delegowanie. Jest pewna granica, poza którą przekonanie, że najlepiej coś samemu zrobić, by mieć pewność wyniku, staje się nierealne. Prawdopodobnie nigdy bym do takiego wniosku nie doszedł gdyby nie zmusiły mnie do tego okoliczności. Hodowałbym po prostu swój perfekcjonizm. Wyręczanie w obowiązkach możliwe jest jeszcze kiedy ma się jedno lub dwoje dzieci. Przy większej gromadzie zaczyna to przekracza fizyczne możliwości normalnego człowieka. Trzeba szukać innego rozwiązania. Ku mojemu zaskoczeniu przekonałem się, że działa to na korzyść obu stron biorących udział w wychowaniu.

2. Dowiedziałem się jak wiele obowiązków można mieć na raz i przeżyć

Wspominam czasem z uśmiechem moje studia, kiedy żyłem w przekonaniu, że mam sporo pracy i obowiązków w związku z nauką. Pewnie była to prawda w okresie wzmożonej nauki do egzaminów. Dziś wiem, że w takim „przeładowaniu” funkcjonować można przez większą część roku. Ktoś może zapytać, co w tym dobrego? Nadmiar obowiązków sam w sobie oczywiście nie jest niczym sensownym. Niejednokrotnie patrzę z nutką zazdrości na tych, którzy mogą po pracy wrócić do domu i odpocząć w ciszy, obejrzeć jakiś film, wybrać się ze znajomymi do kina. Jednak chodzi tutaj o szerszą perspektywę. Wierzę, że takie poświęcenie ma sens, dlatego że robię to dla drugiego człowieka.

Wiele też w ocenie takiej sytuacji zależy od naszego podejścia. Można na obowiązki rodzicielskie patrzeć jak na przeszkodę. Czas spędzony z dzieckiem rysującym przy stole kuchennym nie jest tak owocny jak kolejne zlecenie w pracy. Można też przyjąć je jako szansę do przekraczania siebie i zmiany w tym, co jest najbardziej wymagające czyli dostosowanie się do potrzeb drugiego człowieka. To jest bardzo specyficzny obszar, w którym możemy się doskonalić. I to prawda, nie jest specjalnie doceniany we współczesnym świecie. Nie oznacza to jednak, że jest bezwartościowy.

3. Uczę się odmawiać sobie, a dokładniej dzielić się z innymi

W tej dziedzinie raczej jestem na początku drogi, ale i tak wykonałem już sporą pracę nad sobą. Fundamentem jest takie spojrzenie na wszystko, co posiadam, by uwzględnić w tym moje dzieci. Jednym z ciekawszych dla mnie odkryć był fakt, że moja pensja jest tym, co wnoszę do wspólnego majątku, a nie moją skarbonką, z której rozdaję tak jak chcę. Do tego dodać trzeba również konieczność odmawiania samemu sobie, po to by udźwignąć spore wydatki związane z utrzymaniem tylu osób. Czy tracę w ten sposób wiele okazji w życiu? Tak, tracę, ale przez to odmawianie nauczyłem się szukać innego wymiaru w życiu. Dostrzegłem wartości dające dużo większą satysfakcję niż materialne przyjemności.

4. Pokora wobec innych i wobec swoich umiejętności

Kiedy nie miałem dzieci, wydawało mi się, że posiadłem sporą wiedzę na temat ich wychowania i opieki nad nimi. Teraz przekonałem się jak sporo mi brakuje i jak mało wiem. Najtrudniejsze w tym wszystkim jest tak naprawdę wychowywanie samego siebie. Egzekwowanie od innych nawet nie jest takie trudne. Można to zrobić sposobem, a jeżeli się taki nie znajdzie, to siłą. Schody zaczynają się, gdy wychowuje się tak, by inni chcieli cię naśladować.

5. Wybieranie tego, co jest faktycznie najważniejsze i rezygnowanie ze spraw zbędnych

Nie raz słyszałem takie pytanie od znajomych: „Jak wy sobie dajecie ze wszystkim radę?” Nie dajemy i wcale nie chodzi o to, by ją dawać. Kluczem jest umiejętność wybierania tego, co jest najważniejsze, niezbędne i kluczowe. A jak dalej nie ogarniasz, to z tego wybierasz jeszcze ważniejsze i pilniejsze zadania. Z pewnością jest coś takiego jak organizacja obowiązków, optymalizacja i czas wykonywania. To o czym pisałem wcześniej. Jest jednak cała masa spraw i zadań, które wydają nam się niezbędne, a faktycznie takimi nie są. Część z nich jest wynikiem presji społecznej, jaka jest wywierana na rodziców. Pseudowychowawcze artykuły i porady, do realizacji których trzeba byłoby zatrudnić rzeszę dyplomowanych pedagogów. Mordercze jest też porównywanie się do innych. W dobie mediów społecznościowych bardzo łatwo wyrobić sobie nieprawdziwy obraz tego, co dzieci innych już potrafią, co przeczytały, na jakich wakacjach były i w ilu dodatkowych zajęciach uczestniczą. To wszystko niepotrzebnie nakręca na więcej.

Każda z tych umiejętności kosztowała i kosztuje mnie sporo. Są dni, że stwierdzam sam przed sobą, że mam już chyba dosyć, ale to czasem tylko. Po chwilach zwątpienia, kiedy mogę nabrać trochę dystansu, utwierdzam się w przekonaniu, że warto. Że są to te wydarzenia w życiu, których na pewno nie będę żałował. 

About

You may also like...

Comments are closed.