Jak zmieniać innych w sobie, czyli o słuchaniu, motywacji i autorytecie

Lista metod wychowawczych, jakimi można się posłużyć będąc rodzicem, jest długa. Różna jest też ich skuteczność. Na jej szczycie jest dawanie własnego przykładu. Zastanawiam się jednak kogo ona bardziej zmienia: dziecko czy rodzica?

Źródłem zmiany jesteśmy zawsze my sami

Albert Eistein posłużył się taką wypowiedzią: „Dawanie przykładu nie jest głównym sposobem wywierania wpływu na zachowanie innych ludzi. Jest jedynym sposobem.” To, że ktoś coś powiedział nie oznacza jeszcze, że faktycznie tak jest, ale akurat do tej osoby, możemy mieć szczyptę zaufania. Ten fizyk nie jest też jedynym autorytetem, który z takim stwierdzeniem się zgadza. Kluczem do wyjaśnienia skuteczności tego podejścia jest wewnętrzna motywacja, do której się ona odwołuje. Żadna zmiana w człowieku nie może się dokonać bez jego zgodny. Bez przekonania, z którego wynika, że warto wykonać określony wysiłek oraz bez nadziei, że przyniesie on korzyści. Przepis na zmianę można wymyślić samemu lub podejrzeć u innych.

Najsilniej przemawiają własne doświadczenia

Siła tej zależności dotarła do mnie po raz pierwszy, kiedy próbowaliśmy z moją żoną zmienić swoje małżeństwo. Naprawić to, co przestało działać. Po długich dyskusjach i trudnych chwilach zdecydowaliśmy, trochę po omacku, zacząć właśnie z tego punktu. Przestałem formułować listę oczekiwań wobec mojej żony tylko posłuchałem i zacząłem pracować nad zmianami w swoim postępowaniu. Pamiętam jeszcze do dziś to uczucie niepewności i pytanie: „Co będzie, jak moja żona się nie zmieni?” Teraz już wiem, że te obawy były nieuzasadnione. A nawet jakby się zrealizowały, to jestem przekonany, że małżeństwo jest tym zadaniem, dla którego warto ponieść nawet i taką porażkę.

Potem przyszedł czas na relacje z dziećmi. Po raz pierwszy poczułem ukłucie strachu o to, że mój autorytet ojcowski się rozleci. Podczas rodzinnej rozmowy zadałem dzieciom pytanie: „Co chcielibyście, aby zmienił w moim postępowania? Co was denerwuje? Co wam przeszkadza?” Trudno było wysłuchać bez słowa komentarza, bez obrony i tłumaczenia się. Potem postanowiłem wprowadzić zmiany, które wspólnie uznaliśmy za możliwe do zrealizowania. Wbrew moim obawom wcale nie pojawił się koncert życzeń, ale konkretna, rzeczowa rozmowa.

Podstawą jest konsekwencja, ale i punkt odniesienia

Każda kolejna taka próba przychodzi już łatwiej. Wydawało by się, że znalazłem cudowny sposób na swój rozwój i wychowanie dzieci. Jednak tak nie jest.

Zmiana wymaga informacji zwrotnej czyli umiejętności słuchania i wrażliwości na komunikaty, które nie zawsze są jednoznaczne i czytelne. Nie służy temu rutyna dnia codziennego. Do otwarcia się na drugą osobę potrzeba czasu i gotowości. Nie da się tego załatwić jednym pytaniem rzuconym w biegu między kolejnymi zajęciami. Taka postawa ma swoje konsekwencje. Od razu pojawia się pytanie: „Jak znaleźć na to czas?” No właśnie! Do pewnego momentu działa optymalizacja i zwykle może dać spore oszczędności. Dalej jest jednak konieczność wyboru tego co ważniejsze: posprzątane mieszkanie czy rozmowa, rozwój kariery zawodowej czy rozwój małżeństwa?

Zgodność działania z wewnętrznym przekonaniem do tego co robię

Słuchanie to jednak tylko jeden z elementów, które decydują o skuteczności takiego podejścia. Kolejnym jest przekonanie i wewnętrzna radość, z tego co robię. Nie jestem w stanie przekonać drugiej osoby własnym przykładem, jeżeli nie jestem wewnętrznie przeświadczony, że to co robię, jest słuszne. Ta zaraza jest bardzo podstępna, a jej źródłem jest działanie typu: „muszę to zrobić”. Muszę, bo kazał mi szef, bo tak wypada, bo się obawiam, co mogą powiedzieć inni. Robię, dlatego że zawsze tak robiłem. Takiej postawy nie da się ukryć. Jeżeli czuję się zobowiązany, to moja motywacja do działania jest poza mną. Najprawdopodobniej więc nie zadziała ona na inną osobę. Choćby dlatego, że ma innego przełożonego, miała inne zwyczaje w domu, ma luźny stosunek do tego, co sądzą o niej sąsiedzi.

Autorytet buduje zaufanie do tego co robisz

Ostatni element układanki to autorytet. Z niego wynika zaufanie, że to co widzą u mnie inni i efekty, jakie to przynosi, są warte zaangażowania. Wynika on też z samej konstrukcji dawania przykładu z własnego życia. Do odbiorcy w takiej sytuacji przemawiają nie tylko efekty, ale również kompetencje.

Miało być o metodzie wychowawczej, czyli o tym jak zmieniać zachowanie innych, a całość rozważań skupiła się na zmianie samego siebie. Ja mam jeszcze całe morze możliwości do poprawy. Czasem się zdarza, że to co wypracowałem, zaniedbane, wraca do starych, złych nawyków. Niby to takie proste, ale im dalej się posuwam, tym więcej jest do zrobienia.

About

You may also like...

Comments are closed.