Jak kochać i wychowywać?

Trafiłem, jak to w Internecie bywa — przypadkiem — na wystąpienie Pani Doroty Zawadzkiej zatytułowane „Jak mądrze kochać i dobrze wychowywać dzieci”. Trochę polemiki poniżej, bo w końcu w osobę publiczną można jak w kaczkę… walić. 

To ostatnie zdanie to jest moje subtelne nawiązanie do komentarzy, które przeczytałem pod tym wystąpieniem. Nie wszystkie były kąśliwe oczywiście, ale niektóre perełki nawiązywały do starej, bo już podnoszonej przez Arystotelesa, sztuki erystycznej argumentum ad personam. Z nich to się dowiedziałem o kłopotach, jakie miało dziecko autorki prezentacji czy o jej niestałości w związku małżeńskim. Te wybryki — zdaniem komentujących — podważają autorytet prezentującej swoje opinie więc również wszystko co mówi. Upraszczając, skoro  dziecko rozrabia to jego matka nie ma moralnego prawa do wypowiadania się o wychowaniu. Logika prosta wręcz powiedziałbym — prostacka.

Forma wystąpienia: krótka, przystępna i atrakcyjna. Wymusiła zapewne uproszczenia i skłoniła do generalizowania oraz odwoływania się do schematów. W ten sposób było trochę mądrze, a trochę z przesłaniem, niby głęboko i chwytało za serce, ale też i sztucznie, pompatycznie. Gdzieś już takie rady czytałem, widziałem, a może słyszałem. Dowcipy też takie sobie, lekko przestarzałe i wymuszone, ale sam pewnie i tak nie poprowadziłbym takiego wystąpienia lepiej.

Pani Dorota wytknęła kilka błędów współczesnych rodziców, które biorę również do siebie.

  1. Wielu z nas twierdzi, że nie ma czasu na spędzanie go z dziećmi, w tym na rozmawianie z nimi. Mamy go jednak na seriale i generalnie na rzeczy mniej wymagające niż wspólna aktywność z drugim człowiekiem.
  2. Za mało mówimy dzieciom, że są dobre, mądre, piękne i inteligentne. Trzeba im to mówić nie dlatego, że faktycznie brylują w towarzystwie, ale dlatego, by wyznaczać im pozytywny kierunek do rozwoju. Zamiast tego skupiamy się na wadach, błędach, potknięciach. W konsekwencji naszego traktowania mają trudność w pozytywnym patrzenie na siebie i docenianiu siebie samych.
  3. Nie staramy się patrzeć na świat oczami dziecka, by rozumieć go tak jak one i by się nim w podobny sposób na nowo zachwycić. Wrócić do czasu, kiedy sami byliśmy w takim wieku. Przypomnieć sobie to, jak wyobrażaliśmy sobie rodziców, jak ocenialiśmy świat dorosłych i co w nim chcieliśmy wtedy zmienić.
  4. Nie dbamy o to, by dzieci mogły nam ufać, choćby dlatego, że nie dotrzymujemy tajemnic, które nam powierzają.

Na koniec przesłanie, by uwierzyć w to, że rodzicielstwo jest najpiękniejszym zadaniem, jakie może nas w życiu spotkać. Jest szansą na przedłużenie własnych marzeń, własnego życia i nauczenie drugiego człowieka tego, czego sami się nie nauczyliśmy. I tu właśnie zaczyna się moja polemika.

Dzieci się nie wychowuje. Można co najwyżej wychować samego siebie. Na tyle nam starczy zapału, energii i motywacji. Rodzicielstwo jest co prawda najpiękniejszym wyzwaniem, ale do tego, by zrobić z sobą coś dobrego i oddać siebie drugiemu. Pani Dorota Zawadzka wspomina, że kiedy opowiada o szansie rodzicielstwa, to często trafia na mur. Tylko jak można zachęcić rodzica do zaangażowania na rzecz dziecka, kiedy nie potrafi on poukładać priorytetów w swoim życiu? Jak można go skłonić do chwalenia dziecka, kiedy co rano wstaje i powtarza sobie, że jestem „ofiarą losu i mam pecha”? Jak szanować drugiego, kiedy nie ma się szacunku do samego siebie?

Człowiek rodzi się ze wszystkim, co mu potrzeba, wystarczy tylko mu nie przeszkadzać w korzystaniu z tych darów.

About

You may also like...

Comments are closed.