Jak zostać człowiekiem przejściowym?

 Porad i technik pomagających w rozwoju osobistym można znaleźć mnóstwo. Część z nich niesie z sobą wartość, a ich autorzy faktycznie przemyśleli i sprawdzili na sobie to, czym postanowili się podzielić z innymi.  Można dzięki nim rozwinąć swoje umiejętności i poprawić jakość życia. Jaki jest jednak sens takiej pracy nad sobą? Nie ma za nią nagrody. Nikt nie będzie nas z tego rozliczał. Co więcej, bardzo prawdopodobne też, że nie osiągniemy z tego żadnych spektakularnych wyników. Jest to zadanie na całe życie, a nie na miesiąc lub dwa.

Skąd brać motywację do pracy nad sobą?

Stwierdzenie, że nie mamy specjalnych wyników z pracy nad rozwojem osobistym, jest oczywiście pewnym uproszczeniem. Wiele zależy od tego, jaki przyjmiemy punkt odniesienia. W sytuacji, kiedy takie pytanie zadaje osoba wierząca, to przyjąć może perspektywę życia wiecznego i „gromadzenia skarbów w niebie”. Choć dziś nie mamy z tego gratyfikacji, to otrzymamy ją po śmierci. Innym punktem patrzenia jest chęć takiego działania, by jego skutki wykraczały poza okres życia. Myślenie w kategoriach społeczności, dla której się żyje, rodziny i tych którzy po nas zostają, otoczenia, które można trwale zmieniać. Chęć pozostawienie czegoś po sobie i liczenie na to, że „nie umrę w całości”.

Nie jest to łatwe do przyjęcia, ale możliwe. Taka odległa i wieczna perspektywa uprasza kilka fundamentalnych aspektów naszej egzystencji. Nie daje jednak wyjaśnienia dlaczego osoby, które nie wybierają zmiany i rozwoju, pozostają przez większość swojej egzystencji takimi, jakimi byli, zwykle mają łatwiej, a nawet lepiej im się powodzi.

Sprawa komplikuje się zupełnie, kiedy pytanie o sens zmiany zadaje osoba, która nie wierzy w Boga? Nie ma życia wiecznego, nie ma nagrody po śmierci. Nie ma też korzyści w życiu doczesnym, które równoważyłyby podjęty wysiłek.

Koncepcja człowieka przejściowego

Przemawiającą do mnie koncepcję odpowiedzi zaproponował Stephen R. Covey w swojej książce „7 nawyków skutecznego działania”. Chodzi w niej o spojrzenie na siebie nie w perspektywie tylko własnego życia, ale również tych, którzy po nas zostają. Autor odwołuje się do definicji „człowieka przejściowego” Terrego Warnera. Sami wchodziliśmy w dorosłość najprawdopodobniej w otoczeniu negatywnych scenariuszy, które podcinały skrzydła naszego dzieciństwa. Otrzymaliśmy wychowanie, które nie dało nam takich szans i możliwości, jakie mogło dać. W naszych rękach jest jednak klucz do przyszłości. Możemy to podejście kontynuować i przekazać innym albo zmienić je. Dać przyszłym pokoleniom to, czego sami nie otrzymaliśmy. Stworzyć naszym życiem bramę pomiędzy dwoma światami: tym, który się skończy, a tym, który po nas zostanie, pomiędzy przeszłością a przyszłością. Różne negatywne doświadczenia naszego dzieciństwa i młodości kładą się cieniem na nasze życie. Zmuszają do określonych wyborów. Proaktywność, której możemy się nauczyć, pomoże odmienić schemat i pozwoli byśmy wybierali w taki sposób, jaki uważamy za wartościowy.

Dokonanie jednak rzeczy, które odcisną swoje piętno na przyszłych pokoleniach wymaga prawdziwej zmiany, która pochodzić będzie z naszego wnętrza. Nie można dokonać jedynie retuszu owoców naszej pracy. Nie wystarczy ładnie ich opakować, czyli ubrać w piękne słowa przesłania i pouczeń. Nie sprawdzą się techniki rozwoju osobowości. Trzeba zacząć od samych korzeni. Dotrzeć do tego, co ciąży nad naszymi rodzinami od pokoleń i będzie się ciągnąć dalej, jeżeli tego nie zmienimy. Tu nie chodzi tylko o postępowanie, ale o okulary, przez które patrzymy na świat odkąd tylko je otworzyliśmy.

Ociągasz się dalej i nie czujesz się przekonany do takiego podejścia? Gdy nie podejmiesz tej pracy ty sam, to będzie się z nią zmagał ten, który zostanie po tobie, twoja córka i twój syn.

About

You may also like...

Comments are closed.