Wychowanie dziecka jest jak spacer po linie. Można czasem się poślizgnąć

foto: Kasia Olszewska

Metod na wychowanie dzieci, które są skuteczne, jedynie słuszne i bezkompromisowo wspierające rozwój dziecka, można znaleźć mnóstwo. Są w internecie, w magazynach papierowych czy w wydawanych książkach. Nic tylko brać garściami i wychowywać wspaniałych i idealnych ludzi. Problem w tym jednak, że wcale to tak nie działa.

Nie jestem zblazowanym i zdegustowanym życiem rodzicem, choć pewnie wprowadzenie mogłoby to sugerować. Jestem przekonany, że wśród tych wielu porad i opracowań, traktujących o tym jak być lepszym opiekunem dla dziecka, jest sporo wartościowych myśli i spostrzeżeń. Zapoznając się jednak z częścią mam wrażenie, że autorzy zmierzyli się z wychowaniem jednego dziecka albo wcale nie podjęli się takiego wyzwania, ale za to sporo czytali i się szkolili. Na tej podstawie wyrobili sobie zdanie o wychowaniu. Działa ono w ten sposób, że: MUSISZ zrobić tak i tak, do tego POWINIENEŚ to i to, wtedy wyjdzie tak i tak. U mnie zadziałało więc i u ciebie też z pewnością przyniesie takie same efekty.

W takim podejściu sprawdza się stara zasada, zgodnie z którą im mniej wiemy, tym świat wydaje się prostszy i bardziej oczywisty. Rzecz jednak w tym, że to nie prostota, ale uproszczenie. Sam się o tym przekonałem. Nie ma czegoś takiego jak uniwersalne metody wychowawcze. Są oczywiście ogólne wartości, które pomagają w obraniu kierunku, który nas interesuje. Bez nich pewnie udowodniłbym, że studiowanie pedagogiki jest bez sensu. To oczywiście nie jest prawdą. Wiem jednak, że każdy człowiek jest inny.

Nie jest to jednak różnica taka jak przykładowo przy samochodach. Każdy z modeli jest inny, ma inne parametry techniczne, przyspieszenie, trwałość, zapewnia inny komfort jazdy. Jeżeli jednak chcemy by służył nam przez wiele lat, to wystarczy poznać ogólne metody dbania o pojazd mechaniczny i będą one przynosić spodziewane efekt. W przypadku drugiego człowieka można raczej powiedzieć, że stykamy się z zupełnie innym wszechświatem. Takim, w którym obowiązuje za każdym razem inny punkt odniesienia. Jeżeli mamy więcej niż jedno dziecko, to bardzo szybko się zorientujemy, że to czego się nauczyliśmy przy starszym, kompletnie nie działa przy kolejnym. Czasem wręcz przynosi odwrotne skutki. Zaczyna się już od pierwszych chwil życia i narasta z każdym kolejnym rokiem.

Dziecka trzeba się uczyć na nowo. Zresztą podobnie jest z dorosłą osobą. Z każdym inaczej rozmawiamy, na inne rzeczy zwracamy uwagę i czegoś innego oczekujemy. Jeżeli prześledzimy w myślach nasze relacje ze znajomymi, to łatwo dostrzeżemy, że wobec każdego z nich inaczej się zachowujemy i o czymś inny rozmijamy. Czasem może być i tak, że pewne reakcje wydają nam się niezrozumiałe, może absurdalne lub dziwne, ale przekładając ponad nie dobre relacje z drugą osobą, jesteśmy w stanie je zignorować i zaakceptować. Tak czasem jest i już.

Wychowanie to raczej drobne kroki, które wykonujemy codziennie i patrzymy, jakie przynoszą efekty. Oczywiście czytanie, oglądanie i edukacja zwiększają nasze możliwości i dostępne metody, które możemy wykorzystać. To jasne. Zawsze jednak zostajemy sam na sam w konfrontacji z drugim, mniejszym człowiekiem bez natychmiastowych odpowiedzi. Trwamy przez większą część naszego rodzicielstwa w zawieszeniu, ponieważ nie mamy pewności czy wybory, których dokonujemy, przyniosą takie skutki, na jakich nam zależy. Nie chodzi o wybory prawidłowe, ale o ich skutki.

Jeżeli ktoś stwierdza, że są metody słuszne lub nie, to znaczy, że tak naprawdę nie zmierzył się z wychowaniem. Trzeba mieć tą świadomość, że istnieje możliwość pomyłki, ale też i możliwość naprawienia tego, co wyszło inaczej niż oczekiwaliśmy.

About

You may also like...

Comments are closed.