Skąd się bierze poczucie sensu życia?

Żyłem w przeświadczeniu, że sens życia trzeba odnaleźć. Zresztą jest takie powiedzenie, które wskazuje, że istnieje jakaś tajemnica, której zgłębienie przybliża nas do szczęścia i pełni życia. Jednak tego sensu nie ma potrzeby szukać, bo ono jest w nas. Co więcej, my sami decydujemy, co nim jest.

Historia, w której można obwiniać los

Do takich wniosków skłoniła mnie krótka historia z książki Erika Bertranda Larssena „Bez litości. Poznaj moc treningu mentalnego.” Trener opisuje w niej wypadek drogowy, w jakim uczestniczył. Był ofiarą, która znalazła się nie w tym miejscu, co powinna, o niewłaściwej porze. Ten krótki moment przekreślił całą jego wcześniejszą karierę wojskową. Zdarzenie to pogorszyło jego stan zdrowia na długie lata i przyniosło między innymi ciągłe bóle głowy. Sprawiły one, że stracił sens życia, nie potrafił wykrzesać z siebie tej motywacji do działania, którą miał kiedyś. Jedynie samotne wędrówki po mieści przynosiły jakąś ulgę.

Na to samo można spojrzeć z innej strony

Punktem zwrotnym na tej życiowej pochylni, która prowadziła tylko w dół, był dwie rozmowy. Pierwszą z nich Erik odbył z ojcem. To on na koniec kolejnej wymiany zdań o ciężkiej i beznadziejnej sytuacji dodał mimochodem: przez takie właśnie wydarzenia oddziela się plewy od ziarna.

Wielkie rzeczy i wielkie osobowości, kształtują się … no właśnie w przeciwnościach losu. Gdzieś tak na skróty zakładamy, że ludzie warci naśladowania wzięli się, a właściwie to stali się, tak sami z siebie. Przeskakujemy przez pewien etap, by podziwiać wynik końcowy. Jednak droga na skróty nie istnieje. Wielkość kształtuje się poprzez cierpienia, ból, wyrzeczenie, jednostajne, szare i monotonne dni. Odsiewanie plew czyli wykruszanie się tych, którzy nie mają wytrwałości, wiary i cierpliwości wydarza się  właśnie w tych trudnych chwilach, które spotyka każdy z nas na co dzień. Nie ma jakichś tajemnych testów na osobowości.

Moje olśnienie

Po przeczytaniu tego wspomnienia wybrałem się w drogę na dwa spotkania firmowe. Przejechałem w tamtym dniu około 250 kilometrów. Sama jazda sprawia mi już mniejszą przyjemność niż kiedyś, ale bardzo cenię ten czas, bo można zderzyć się z własnymi myślami. Męczyła mnie rozmowa, którą odbyłem dzień wcześniej. Z innym przedsiębiorcą wymienialiśmy podczas spotkania swoje doświadczenia związane z prowadzeniem firm. Chodziło głównie o trudności w zarządzaniu bieżącymi finansami. Psychicznie bardzo obciąża taka świadomość, że każdego miesiąca trzeba walczyć, by wyjść na zero. Szukać pieniędzy na uregulowanie zobowiązań. Rozwiązaniem tego impasu jest oczywiście wygospodarowanie pewnej nadwyżki. Tylko jak to zrobić? Na tym właściwie skończyła się nasza rozmowa.

Dotarło do mnie po fakcie, że podczas całego spotkania skupiłem się na trudnościach, przeszkodach, rozczarowaniach tym, że rzeczywistość nie odpowiada moim oczekiwaniom. Tłumaczyłem się, że taka jest prawda. Faktycznie taka jest, ale rzeczywistość, w której żyję taka już nie jest, a dokładnie, wyłącznie taka nie jest. To tylko jeden z jej aspektów, przez pryzmat którego oceniałem całość.

Historia Erika pomogła mi znaleźć odpowiedź. To co robiłem wcześniej, było po prostu narzekaniem. Nie ma większego znaczenia czy moje rozczarowanie wynika z rzetelnej oceny sytuacji, z obiektywnych przeszkód i okoliczności, czy też z wymyślania hipotetycznych scenariuszy. Jest nim, a ono nie pomaga w powiększaniu mojej strefy wpływów. Na to samo mogę spojrzeć zupełnie inaczej. Mogę sobie powiedzieć, że jest to czas, w którym uczę się zarządzania pieniędzmi, rozwijam kreatywność, staję się z dnia na dzień co raz bardziej odpornym na stres. Mogę zacząć wierzyć, że znajdę rozwiązanie tego impasu, a wtedy zdobędę umiejętności, którymi dysponuje jedynie garstka ludzi. Będę mógł powiedzieć sobie, że jestem silny i wytrwały, bo się nie poddałem, chociaż mogłem to zrobić.

Każdy zaczyna tak samo, ale może inaczej skończyć

Wielkość człowieka bierze się z tego, że któregoś dnia powziął wspaniałą i szaloną myśl. Taką, którą podjąć może każdy z nas i w niej wytrwał. Nie ustępował, kiedy inni po drodze odpadali, nie załamywał się kiedy mu nie wyszło za tysięcznym razem i zaciskał mocno zęby, gdy inni śmiali się z niego.

O sensie naszego życia możemy decydować sami w taki sposób, by w każdej trudności dostrzegać szansę na zmianę. Nie ma przeciwności, to nie ma zmiany i nie ma rozwoju. Jestem bardziej w tym świecie z każdym wygranym miesiącem w firmie, kiedy uregulowałem zobowiązania. Jestem bardziej po każdej nieprzespanej nocy z dzieckiem, gdy rano wstaję i powtarzam słowa modlitwy „Wielbi dusza moja Pana, i raduje się duch mój w Bogu…”. Jestem, bo taką decyzję podejmuję każdego dnia.

Jako ludzie skłaniamy się do stabilizacji, do świętego spokoju, do dobrobytu. Problem w tym jednak, że taka ścieżka prowadzi również do stagnacji i rozczarowania. Ona nie jest w stanie zapewnić nam tej satysfakcji z życia, z której będziemy mogli z dumą rozliczyć się sami przed sobą, kiedy to życie zbliży się do końca. A zbliży się na pewno.

Sens życia tkwi w przekraczaniu samego siebie, a takim właśnie przekroczeniem jest decyzja o tym, że cokolwiek się nie wydarzy, jest to dla mnie szansą.

About

You may also like...

Comments are closed.